Nie jestem agencją. I to jest dobra wiadomość.
Nazywam się Arek Wingert i od 11 lat siedzę w marketingu internetowym. Zaczynałem, gdy Google Ads nazywało się jeszcze AdWords, a „analityka” oznaczała licznik odwiedzin. Od tamtej pory przeklikałem miliony złotych budżetów. Klientów i dużych organizacji.
Pracowałem przy wielomilionowych budżetach z korporacyjnymi standardami analityki. Dziś te same metody wdrażam w mniejszych firmach — sklepach, biznesach usługowych, lokalnych markach. Skala inna, zasada ta sama: każda złotówka ma się z czego rozliczyć.
Reklamy to tylko część tego, co robię. Buduję też strony i wdrażam analitykę, bo te trzy rzeczy działają najlepiej, gdy ogarnia je jedna głowa. U mnie nie ma account managera, project managera i „zespołu ekspertów”. Jest Arek, który zna Twoje konto na pamięć.
Dane przed opiniami: jeśli czegoś nie mierzymy, nie dyskutujemy o tym.
Jak coś nie działa, usłyszysz to ode mnie pierwszy, razem z planem naprawy.
Nie sprzedaję „świadomości marki”, gdy potrzebujesz sprzedaży.
Wolę robić dobrze dla kilku firm niż byle jak dla trzydziestu.
Droga do dziś
Pierwsze kampanie AdWords i pierwsza lekcja: budżet znika szybciej, niż przychodzi wiedza.
Wielomilionowe budżety i korporacyjne standardy analityki. Skala, na której każda decyzja musi mieć pokrycie w danych.
Własni klienci: e-commerce i firmy usługowe. Do kampanii dochodzą strony i pełna analityka.
Kampanie + strony + analityka w jednych rękach, dla firm, które chcą rosnąć na danych.
Brzmi jak ktoś, z kim chcesz pracować?
Napisz. Odpowiadam osobiście, zwykle w 24 h.
